Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

6. Czy ja sobie to tylko wyobrażam?






Witaj w moim kolejnym rozdziale! 
Czy Lena będzie miała okazję poznać bliżej Adama?
Co, jeśli miała rację? 
Czy można zaufać obcemu mężczyźnie?

Polecam wersję na wattpadzie - https://www.wattpad.com/341232429-oddychaj%C4%85c-z-trudem-12-czy-ja-sobie-to-tylko

Wattpad - https://www.wattpad.com/user/Sinkingindreams



- W tym da się w ogóle chodzić? - Krzywię się, spoglądając na moje stopy i chude nogi. Teraz wyższe o jakieś dziesięć centymetrów.
- Nie przesadzaj. Ja chodzę w piętnastkach - odcina się Patrycja, posyłając w moim kierunku kpiące spojrzenie.
- Ale ja się czuję, jak na szczudłach! - podnoszę głos, ale szybko milknę zawstydzona, dostrzegając karcący wzrok ekspedientki.
  Stoję właśnie, jak pokraka w wysokich szpilkach, w jednym ze sklepów galerii krakowskiej i wraz z Pati i Dagmarą od trzech godzin szukam ubrań, idealnych do mojej nowej pracy, jako asystentki. Przymierzyłam już chyba z dziesięć par tych łamaczy stóp i skręcaczy kostek i wcisnęłam na siebie niezliczoną ilość obcisłych obożeniemogęoddychaćsukienek, a ja dalej nie mogę sobie wyobrazić siebie, jako eleganckiej i szykownej kobiety.
  W co ja się wpakowałam...
- Przyzwyczaisz się! Trochę potrenujesz i sama wkrótce przekonasz się, jak szybko będziesz zasuwać w tych ślicznych perełeczkach. - Przy ostatnich słowach, zmienia ton głosu, rozczulając się, niczym na widok małych dzieci
- Mówiłam. Lepsze byłyby koturny - odzywa się siedząca na kanapie Dagmara, nie unosząc nawet głowy znad podręcznika "Medycyna dla zaawansowanych".
- Jakie koturny?! - unosi się blondynka. - Koturny są dla starych ciotek! To w szpilkach w końcu jej nogi nie wyglądają, jak nogi przerośniętego krasnala.
- Dzięki - odpowiadam sarkastycznie i przytrzymuję się półki z butami, bo coś przeczuwam, że zaraz runę jak długa, rozjeżdżając się na środku sklepu.
  Słyszę, jak Patrycja warczy pod nosem, zgrzytając zębami ze złości i przeszukuje kolejne pudełka w poszukiwaniu mojego numeru buta.
- Przymierz te. - Podaje mi następną parę klasycznych, czarnych szpilek, ale tym razem o niższym i grubszym obcasie. Ooo, te nie wyglądają, aż tak przerażająco, zauważam zdziwiona. Szurając założonymi szczudłami o posadzkę sklepu i dla równowagi zamaszyście wywijając rękami, dotaczam się do kanapy, małymi kroczkami. Z ulgą, opadam zmęczona obok siedzącej na sofie Dagmary i zakładam nowe buty.
  Oby te okazały się ostatnie.
  Kiedy udaje mi się wcisnąć stopy, zmuszając palce do dalszej tortury, wstaję i robię pierwsze kroki. Przechadzam się powoli wzdłuż sklepu i jestem coraz bardziej pełna podziwu, gdy udaje mi się zachować pion, a nie chwiać, jak walczący z grawitacją pijak. Nawet Dagmara unosi głowę znad książki i przygląda się moim poczynaniom.
  - No w końcu! - woła triumfalnie Patrycja, unosząc w zniecierpliwieniu ręce do góry. - Poprosimy tę parę - zwraca się do ekspedientki i zadowolona spogląda w naszą stronę.
  Kiedy wychodzimy ze sklepu, jestem obładowana reklamówkami, jak jakaś galerianka w amerykańskim filmie. Ostatecznie kupiłam nie tylko czarne szpilki, ale i beżowe koturny, do których przekonała mnie Dagmara. Choć teraz nie jestem pewna, czy przypadkiem nie chciała tym sposobem zrobić na złość Patrycji. Dodatkowo pozostałe torby są pełne ołówkowych spódnic, sukienek i eleganckich, modnych koszul i bluzek.
  Co ja zrobiłam ze swoim życiem?
- Mówię ci! W tych ciuchach powalisz wszystkich projektancików na kolana! - Pociesza mnie podekscytowana blondynka. - Musisz przestać chodzić w tych potarganych portkach i babcinych sweterkach. Zacznij wreszcie pokazywać swoje seksowne ciało, a nie ukrywaj je pod uciągniętymi ubraniami.
- Sama jesteś uciągnięta - burczę głosem obrażonego dziecka i wlokę się za nią, siłując z trzymanymi reklamówkami.
  Seksowne ciało? Nikt mi tak nigdy nie powiedział. Nie licząc oczywiście Pawła, który wielokrotnie powtarzał mi, że zbyt wiele ukrywam pod beznadziejnymi swetrami. On również sugerował bym zaczęła podkreślać swoje wdzięki, dopasowanymi ubraniami. Tylko, że ja nie chcę tego. Nie chcę się tak czuć. Seksownie. Już na samą myśl, dopada mnie nieprzyjemny dreszcz.
- A w tych nowych butach odwrócisz uwagę od swoich krótkich nóżek i uwiedziesz samego Biela! - Śmieje się, jak opętana, nie zważając na moją zniesmaczoną minę. Co ona ma z mózgiem? - Zresztą bierz przykład z Kopciuszka. Laska jest idealnym przykładem na to, jak buty potrafią zmienić kobiecie życie.
  Teraz już obie z Dagmarą patrzymy na nią zszokowane.
- Idąc twoim tropem, powinnam być teraz w dżungli i latać po lianach w samych majtolach, w poszukiwaniu Tarzana - sugeruje rzeczowym tonem brunetka.
- Moją ulubioną bajką była zawsze Mulan, a ona przez większość bajki udawała faceta, więc niezbyt dobrze to prosperuje w moim życiu - zastanawiam się na głos.
- No! To idealnie pasujesz do tej roli! Teraz czas na twoją zmianę! - Patrycja patrzy na mnie z wielkim uśmiechem, który od razu znika, kiedy spostrzega morderczy wzrok Dagmary. - No co?! Źle mówię?
- Lenuś, więcej wiary w siebie. - Słyszę spokojny głos brunetki, więc spoglądam na nią z wyrzutem. Ona też? Zdrajczyni. - W tym przypadku, wyjątkowo muszę się zgodzić z Patryśką. - Obie olewamy toczącą ślinę blondynkę, która wydziera się na środku przejścia w galerii, by żadna z nas już nigdy więcej nie nazywała ją per Patryśka i spokojnie kontynuujemy rozmowę. - Naprawdę do twarzy ci w innym kolorze, niż tylko czerń i popiel. - Kiwa głową, dla potwierdzenia swoich słów i uśmiecha się do mnie delikatnie. - Nie twierdzę byś zaczęła ubierać się, jak nasza kochana PATRYŚKA... - mocno akcentuje imię dziewczyny, na co ona sama wpada w furię i kopie leżącą na ziemi puszkę, posyłając ją wysoko w powietrze - ... ale może zastanów się nad ubarwieniem swojej garderoby. Może na początek błękitny sweterek? Pamiętasz? Metoda małych kroczków, początkiem wielkiego sukcesu.
  Oh. Nasze życiowe motto.
- I kluczem do szczęścia mego - dokańczam cicho, zaskoczona nagłymi myślami.
  Daga ma rację. Muszę przestać zamykać się na świat. Przestać się bać i ukrywać. Nie mogę przecież całe życie wtapiać się w tłum, skrywając za szerokimi bluzami. Zresztą nie zauważyłam, bym do tej pory unikała mężczyzn, tylko dzięki moim szarym swetrom. Łotrze nie zbliżaj się do mnie! Zarażam nudnością i schizmatyckimi myślami!
  Cholera, to tylko kolor!
  Krok 1. Ubarwienie szafy (czytaj - życia). Odnotowane.
- Uspokoiłaś się już? - pyta Patrycję, Dagmara. - Co was ostatnio obie napadło? Lena wczoraj bawiła się w Pudziana, a dzisiaj ty, toczysz ślinę i wyjesz jak syrena na środku galerii. Wstyd z wami do ludzi wychodzić.
  Karci nas dalej, a mnie ponownie oblewa rumieniec, na wspomnienie zeszłego dnia i mojego małego przedstawienia.
- Że co? Co Lena robiła? - dopytuje się Patka i widzę, że już umiera z ciekawości.
- Pobiła mojego kuzyna.
- Co?! - Znowu podnosi głos, aż mijający nas ludzie, patrzą na nas krzywo, bezsłownie wyrażając dezaprobatę.
  Mogła jej tego nie mówić. Im mniej osób wie o mojej porażce, tym lepiej.
- Nie pobiłam - zaczynam się tłumaczyć.
- Nie, wcale! Tylko połaskotałaś go po jajkach pięścią.
- Co?! - pyta ponownie Patrycja, szeroko otwierając oczy.
- Wcale, że nie! Wszystko mieszasz! Pięścią oberwał w brzuch, a z kolana w... - nie dokańczam, urywając w połowie zdania, na co dziewczyny reagują śmiechem, a Patrycja domaga się całej historii, od początku. Nie mając wyjścia, opowiadam jej w skrócie, co zaszło między mną, a Adamem. Omijam jednak wątek dotyczący jego przeszywających mnie, pięknych oczu. Lepiej zachowam to dla siebie.
- No nieźle! Nie wiedziałam, że siedzi w tobie taki agresor. Moja krew, kochana! - mówi zaskoczona, kręcąc głową w osłupieniu. - Jest przystojny? Skala 1-10? - Patrzy na nas, wielkimi oczami, wymownie poruszając brwiami.
- Jezu, przecież to jest mój kuzyn! - Bulwersuje się Dagmara, wykrzywiając usta w niesmaku.
- Ale mój nie. Dlatego chcę wiedzieć, czy jest na czym zawiesić oko.
- Niech Lena ci na to pytanie odpowie. Ja nie mam kazirodczych zapędów.
- Cudujesz! Wtedy wszystko pozostaje w rodzinie - odpowiada blondynka, śmiejąc się głośno. Kiedy już się uspokaja, odwraca w moją stronę i pytająco unosi brwi. - Skala?
  Nie mam pojęcia, co jej odpowiedzieć. Szczerze, to nie zwróciłam uwagę na nic, oprócz jego przenikliwych oczu. W czasie obiadu, cały czas wbijałam wzrok w swój talerz, podnosząc głowę jedynie w chwili, kiedy musiałam odpowiedzieć na czyjeś pytanie, bądź sięgałam po stojący na środku stołu dzbanek z kompotem. A nawet wtedy unikałam jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego z chłopakiem. Co nie było łatwe, zważywszy, że siedział centralnie naprzeciwko mnie. Bo gdzieżby inaczej?!
- Dupera, czy ciepłe kluchy? - ponawia pytanie, ponaglając ręką. Kiedy dalej milczę, wzdycha ciężko, przewracając oczami. - Jakieś szczegóły?
- Eee, ma czarne włosy i eee... - jąkam się, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć.
- Dobra, nieważne. Najwyraźniej sama muszę się przekonać i ocenić, czy warto zarzucać sidła. Daga, myślę, że dzisiaj będziesz potrzebowała pomocy w nauce.
- Coo? O czym ty mówisz? - dziwi się dziewczyna.
- Nauka. Dzisiaj. U ciebie w domu. - Użyła tonu, nie uznającego sprzeciwu. To już postanowione, a Dagmara nie ma nic do gadania.
- Że niby ja potrzebuję pomocy od ciebie? W nauce? - Patrzy na nią kpiąco, parskając cicho pod nosem. -  Chyba nakładania na twarz trzech warstw tapety.
  Niezrażona komentarzem przyjaciółki, dziewczyna, mruży w zamyśleniu oczy idalej knuje intrygi poznania Adama.
- Lena, ty też przyjdziesz prawda? Świetnie. - Marszczę brwi w odpowiedzi, bo nie zdążyłam nawet się odezwać. - Myślę, że dzisiaj zajmiemy się działem dotyczącym pierwszej pomocy.
- To się omawia w podstawówce, a nie na trzecim roku studiów - wtrąca się Dagmara. - Ale najwyraźniej twój umysł zatrzymał się właśnie w tych latach.
  Uśmiecham się pod nosem, cicho podśmiechując i przysłuchuję się dalej ich wymianie zdań.
- Oczywiście będziemy potrzebować manekina. I tu pojawia się rola dla Adama. - Uśmiecha się do nas podejrzanie i porusza brwiami.
- Jesteś chora.
- Ja zaklepuję czas wdychiwania powietrza! Tak go wydmucham, że do końca swoich dni zapamięta ten pocałunek. - Zaciera ręce, najwyraźniej nie mogąc doczekać się momentu przyssania do nieszczęsnego chłopaka.
- Wiesz, że możesz po prostu do mnie przyjść, bez żadnych podtekstów i kombinowania? Jak chcesz od razu zaprowadzę cię do jego sypialni.
  W odpowiedzi, zszokowana Patrycja, unosi dłoń w scenicznym geście oburzenia i głośno wzdycha, szeroko otwierając usta.
- Czyś ty oszalała? Chcesz zepsuć całą zabawę?! - unosi się blondynka, a w mojej głowie pojawia się myśl, że zamiast malarstwa powinna studiować aktorstwo. - Mówią, że w każdym z nas drzemie małe dziecko, ale twoje najwyraźniej dawno musiało skonać, z braku jakiejkolwiek rozrywki.
- Bo moją rozrywką jest oglądanie ostatniego sezonu "Chirurgów", a nie jak w twoim przypadku, uganianie za świeżą, męską zwierzyną.
- Ja chcę tylko obadać teren! Skoro od was nie dowiedziałam się niczego sensownego - tłumaczy się Patrycja i otwiera wyjściowe drzwi galerii.
  Wychodzimy na zewnątrz i kierujemy się w stronę najbliższego przystanku tramwajowego. Nie wiem, jak ja się upcham do tego zaludnionego wagonu z tymi wszystkimi torbami. Już czuję, jak wszyscy na mnie napierają, zabijając nieświeżym oddechem i przekraczają moją przestrzeń osobistą. Mamo, ratuj!
- Od niego raczej też za wiele się nie dowiesz. - Nagle śmieje się Dagmara. - Gadatliwy to on zbytnio nie jest.
- Tym lepiej dla mnie! Mniej gadania, więcej działania! To co? O 19 u ciebie?
  Na samą myśl, że ponownie zobaczę Adama, mój żołądek zwija się w bolesny supeł. Wolałabym już nigdy więcej go nie zobaczyć albo chociaż wymazać krępujące wspomnienia ostatniej doby. Ale prędzej, czy później musiało dojść do naszego ponownego spotkania, zważywszy, że mieszka teraz w domu Pawła. Obym tylko nie palnęła w jego obecności czegoś głupiego i nie wyszła na jeszcze większą idiotkę, niż jestem teraz.

*    *    *
  Kiedy otwierają się drzwi tramwaju, szybko zeskakuję na chodnik, nawet nie bawiąc się z zejściem po schodkach. Powietrza!
  Od 5 minut, praktycznie w ogóle nie oddychałam, by nie czuć, aż tak bardzo oddechu, stojącego obok mnie faceta. Od razu można było wyczuć, co gościu miał na obiad. Jak nic, stanowczo przesadził z ilością czosnku. No chyba, że cierpi na wyjątkowo silną halitozę. Współczuję rozmawiać z nim.
  Idąc w stronę mieszkania i dalej taszcząc torby z nowymi ubraniami, zastanawiam się, jak będzie wyglądał mój pierwszy dzień w pracy. To już jutro. Nie powiem, zaczynam się tą myślą denerwować. Ten cały Biel nie wywarł na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia i nie wiem, co mam się po nim spodziewać. Zwłaszcza, że jestem jego asystentką.
  Wzdycham, wyobrażając sobie, jak latam za nim z świeżą kawą i stosem papierów do podpisania. A on zbywa mnie machnięciem ręki, lekceważąc moje starania i krytykując za każde popełnione błędy. Przynajmniej tak mniej więcej kojarzę posadę sekretarki w filmach, które oglądałam. Czy właśnie taka praca mnie czeka?
  Kiedy jestem już w połowie drogi i docieram do małego skrzyżowania, zauważam, że rozwiązał mi się but. Nie chcąc ubrudzić śnieżnobiałych sznurówek moich nowych conversów, odkładam reklamówki na bok i kucam, zawiązując supeł. Prawie już miałam wstawać, kiedy do moich uszu dotarł dźwięk, zbliżającej się osoby. Nie podnosząc głowy, orientuję się, że kroki nadchodzą z drogi po mojej prawej stronie. To tłumaczy dlaczego nie dostrzegłam wcześniej, że ktoś się zbliża.
  Karcąc się w duchu, usilnie próbuję znowu niczego sobie nie wmawiać i niepotrzebnie karmić moją chorą wyobraźnię. Dość tego schizowania. Przecież nikt mnie nie śledzi. To pewnie jakaś kobieta wraca do domu po pracy i zmęczona szura nogami.
  Tylko coś ciężkie te kroki stawia.
  Udaję, że dalej wiążę buta i kątem oka zerkam w stronę zbliżającej się osoby. W moim polu widzenia ukazują się czarne, męskie buty. Skórzane sztyblety z luźno zwisającymi niezawiązanymi sznurówkami raczej nie należą do kobiety.
  Okej, więc to nie kobieta, lecz facet, wracający do domu z pracy i szurający dużymi buciorami. Koniec tematu. Koniec gdybania.
  Jednak kiedy wyczuwam, że mężczyzna idzie prosto w moim kierunku, a nie skręca w którąś z pozostałych dróg, mój puls automatycznie przyspiesza. Idzie tu! Bujna wyobraźnia już dorzuca węgla do ognia, kłębiąc w moim umyśle szereg obrazów i nieprzyjemnych wizji.
  Bez jaj, że on się zbliża do mnie!
  Wraz z każdym jego kolejnym krokiem, obraz widoczny z mojego, prawie leżącego położenia powiększa się i dostrzegam czarne spodnie właściciela butów. Typek uparcie brnie dalej, idąc w moim kierunku. Zapewne śmiesznie teraz wyglądam, od jakiś 5 minut kucając na środku chodnika, ale moje przyspieszone tętno nie pozwala mi się wyprostować i iść w stronę mieszkania.
  Błagam, niech mnie ten ktoś ominie!
  Kiedy dzieli nas odległość dosłownie kilku metrów, z nieopisaną ulgą zauważam, że nie skręca ku mnie, lecz idzie dalej, w drogę po mojej lewej stronie. Wypuszczam wstrzymywane powietrze i cieszę się, że najwyraźniej był to zwykły przechodzień. Lecz kiedy mężczyzna nagle zatrzymuje się, moje serce wykonuje gwałtowne salto, wypełniając żyły dawką adrenaliny.
  Zatrzymał się!
  Z szeroko otwartymi oczami obserwuję, jak czarne buty idą powoli wprost w moją stronę. Co u licha?! Czy to znowu omamy? Jest coraz bliżej. Czy ja sobie to tylko wyobrażam? Skąd mam wiedzieć, czy to się nie dzieje naprawdę?! Przełykam głośno ślinę, kiedy mężczyzna zatrzymuje się tuż przede mną, w odległości jednego metra. Zaraz zemdleję ze strachu.
  Z głośno dudniącym sercem, podnoszę powoli głowę, lustrując stojącą przede mną osobę. Czarne buty, czarne spodnie, widoczna czarna klamra od paska ze spodni. Dlaczego stoi przede mną i nic nie mówi? Czyli to jednak kolejne przewidzenie? Wstaję powoli, prostując nogi i dalej nie odrywam oczu od górującej nade mną postaci. Przenoszę wzrok wyżej i dostrzegam czarną, skórzaną kurtkę i widoczny pod nią czarny, luźny podkoszulek.
  Albo to sam diabeł stoi przede mną albo gościu ma dziwne upodobania do koloru czarnego.
  Kiedy stoję już wyprostowana, nie sięgam wzrokiem wyżej, niż do szyi i szerokich ramion mężczyzny. Pomimo nasilającego się skurczu w żołądku, podnoszę wzrok wyżej, chcąc dostrzec jego twarz. Moją uwagę od razu przykuwa dwudniowy zarost i zmierzwione czarne włosy, opadające na dobrze już mi znane przeszywające oczy.
   Oh.
- Witaj, Leno.
  Pod wpływem jego męskiego głosu wypowiadającego moje imię, serce ponownie wykonuje salto, zaczynając gwałtownie bić.
To Adam.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I jak? :D
Co sądzisz?
Czy to na pewno przypadkowe spotkanie?
Co ten Adam może chcieć od naszej biednej Leny?













 Facebook Konto google Poczta mailowa Tumblr Instagram

wtorek, 29 listopada 2016

3. Zapraszam, Adonisie

 


Kolejny rozdział! 

Polecam czytać jednak na wattpadzie - https://www.wattpad.com/337385177-oddychaj%C4%85c-z-trudem-9-zapraszam-adonisie

 
Otwieram oczy, biorąc głęboki oddech. Unoszę się lekko i rozespanym wzrokiem, rozglądam się wokół, chcąc ogarnąć, gdzie właściwie jestem. Dostrzegam po przeciwnej stronie białą szafę z podwójnymi drzwiami i stojące obok biurko, jak zawsze zawalone papierami i zaczętymi rysunkami.
Uff... Na szczęście jestem w swoim mieszkaniu.
Z ulgą opadam z powrotem na łóżko, ciesząc się, że typek, który mnie jeszcze przed chwilą gonił, był tylko kolejnym koszmarem.
Ale zaraz.
Czegoś mi tu brakuje.
Coś się zmieniło.
Tym razem nie uciekałam wzdłuż plaży, lecz drogą, pomiędzy blokami. Nie czułam piasku pod stopami, tylko twardy chodnik.
Nagle doznaję olśnienia, a mój mózg dopasowuje brakujące elementy układanki.
Powrót do domu.
Mężczyzna idący za mną.
I ten strach…
Marszczę brwi i przecierając palcami oczy, powoli przypominam sobie wydarzenia poprzedniego dnia.
Jezu… Czyli teraz będzie mnie nękać gościu w czarnym kapturze?
Poirytowana, uderzam dłońmi o materac łóżka.
Czy ja nie mogę mieć normalnych snów?! Albo erotycznych fantazji, jak co druga osoba w moim wieku?!
Zgrzytam zębami, w myślach odreagowując wiązanką przekleństw, kiedy dostrzegam, że jestem owinięta kocem i nadal mam na sobie ubranie, w którym chodziłam wczoraj.
Dlaczego śpię w ubraniu?
Zerkam w bok i widzę śpiącego obok Pawła.
A ten co tu robi?
Złość szybko znika, zastąpiona ogarniającymi mnie wyrzutami sumienia.
No tak. Mówił, że przyjdzie wieczorem. Mieliśmy spędzić ze sobą trochę czasu. Pewnie to on przykrył mnie kocem.
Moje serce zalewa fala ciepła, a na twarz wykwita pełen wdzięczności uśmiech.
Czasami potrafi być wyjątkowo uroczy.
Wyplątuję się z koca, kopiąc nogami i wchodzę pod kołdrę, przysuwając się do Pawła i przytulając do jego nagich pleców.
Pod wpływem dotyku moich wiecznie zimnych rąk, chłopak budzi się, wzdychając i powoli otwierając oczy. Szybko całuję go w ramię, przywierając do niego jeszcze mocniej.
- Która godzina? – pyta, odwracając rozespaną twarz w moją stronę i spoglądając w okno.
- Pewnie dopiero po 4 – mruczę niewyraźnie, skulona u jego boku.
- Co? To czemu ty już nie śpisz?
Patrzy na mnie w osłupieniu, marszcząc czoło.
Teraz to ja zastygam w bezruchu, spoglądając na niego z zaskoczoną miną.
Zapomniał, że praktycznie codziennie budzę się po 4 nad ranem? Wyjątkiem są jedynie dni, kiedy nie śpię do rana, bądź męczy mnie nawrót zapalenia płuc. Wtedy potrafię przespać cały dzień i całą noc, budząc się tylko w czasie wypluwania flegmy, bądź ataku duszności.
Może to jego jeszcze śpiący mózg nie skojarzył faktów? Przecież znamy się nie od dziś…
Nie czekając na odpowiedź, szybko odwraca się w moją stronę, szczerząc zęby w nagłym przypływie ekscytacji.
- Zresztą to bardzo dobrze, że już nie śpimy. Nadrobimy stracony czas wczorajszego wieczoru. – Po widocznym jeszcze przed chwilą rozespanym spojrzeniu, ani śladu, zastąpiony wzrokiem, pełnym pożądania.
Och.
Wciągam głośno powietrze, zaskoczona jego nagłą reakcją.
Dla potwierdzenia swoich słów, Paweł od razu przystępuje do działania, przyciągając mnie bliżej i mocno napierając własnym ciałem. Nie czekając na pozwolenie, wkłada dłonie pod materiał swetra i głaszcząc moje plecy, spogląda prosto w oczy, czekając na moją reakcję.
Patrzę na niego i zastanawiam się, jak mu w delikatny sposób oznajmić, że chwilowo nie mam ochoty na seks. W mojej głowie nadal siedzi obraz mężczyzny w czarnej bluzie, a to nie napawa romantyzmem i chwilą niezapomnianych wrażeń.
Przede wszystkim chcę opowiedzieć Pawłowi o moich wczorajszych omamach i usłyszeć kilka słów pocieszenia, świadczących, że nie popadam w coraz większą paranoję i każdemu czasem wydaje się, że ktoś go śledzi.
Przecież on tam naprawdę był!
Nie wyobraziłam sobie podejrzanego typka, który nagle zaczął za mną iść. To nie były żadne urojenia!
Po prostu pomyliłam zwykłego przechodnia ze zbrodniarzem i psychopatą, który tylko czeka, by wepchnąć w krzaki pierwszą lepszą napotkaną kobietę, zgwałcić ją i poćwiartować nożem jej ciało, by później wyrzucić je do morza, bądź zakopać w pobliskim lesie.
No dobra, może to jednak są urojenia…
Z zamętu własnych myśli, wyrywa mnie dotyk dłoni Pawła oraz jego mokre, gorące pocałunki na moim odsłoniętym obojczyku.
- Chciałam najpierw z tobą o czymś porozmawiać – zaczynam mówić, kładąc dłonie na jego piersi i tym samym tworząc pomiędzy nami lekki dystans.
- Porozmawiać możemy później – szepcze, pochylając się nade mną i zaczynając całować wzdłuż szyi. – Tak bardzo za tobą tęskniłem – kontynuuje pocałunek, wyznaczając szlak ustami i owiewając oddechem wrażliwą skórę. Równocześnie unosi mój sweter i dotyka nagiego brzucha, muskając i delikatnie drapiąc.
Przymykam oczy i wyginam usta w uśmiechu, czerpiąc przyjemność z odczuwanych doznań.
Ten facet nigdy łatwo się nie poddaje.
Ale nie dziś.
Oplatam ręce wokół jego karku i przeczesuję palcami gęste włosy, dalej próbując zacząć rozmowę.
- Ale ja naprawdę chciałam ci coś ważnego powiedzieć. Wczoraj wieczorem… - Przerywa mi w połowie zdania, zachłannie atakując moje usta i językiem wirując wokół mojego. W tym samym czasie, jego zwinne dłonie unoszą się wyżej i odchylając materiał biustonosza, zaczynają pieścić moje piersi.
Co on dzisiaj taki szybki?
Pomimo, że delikatne ruchy palców Pawła sprawiają mi coraz większą przyjemność, a jego usta całują mnie jeszcze bardziej zachłannie, pogłębiając pocałunek, nadal próbuje zaprzestać rozwijającej się sytuacji pomiędzy nami.
- Paweł, zaczekaj… - Usiłuję do niego przemówić, odchylając głowę w bok i przerywając pocałunek.
Chłopak unosi się, chcąc na mnie spojrzeć, ale dalej nie przestaje dotykać piersi, kciukami raz po raz przejeżdżając po odkrytych sutkach.
Mimowolnie głośno wzdycham, spinając całe ciało i wbijając paznokcie w jego plecy.
Niech on w końcu przestanie!
- Ale dlaczego, Słoneczko? Wczoraj jak przyszedłem już spałaś i nie mieliśmy dla siebie w ogóle czasu – marudzi głosem zbitego psa. – Obiecuję, że porozmawiamy, gdy tylko wstaniemy. – Sięga jedną ręką w dół i rozpina guziki moich jeansów. – A teraz pozwól mi sprawić tobie niesamowitą przyjemność.
Dalej jestem przekonana, że najpierw wolałabym porozmawiać, ale kiedy jego dłoń zsuwa się jeszcze niżej, odchylając gumkę majtek, a palce zaczynają krążyć wokół najwrażliwszego miejsca, już nie jestem tego, aż taka pewna.
- Dzięki mnie przestaniesz myśleć o czymkolwiek, całkowicie wyłączając myślenie. Tak, jak lubisz najbardziej, prawda? – Nie poddaje się Paweł, dalej poruszając palcami i sprawiając, że mój oddech staje się coraz głośniejszy, a puls jeszcze szybszy.
Moja silna wola upada, rozbijając się z hukiem o ziemię, w chwili, kiedy Paweł schyla się i ustami przywiera do mojej prawej, tej wrażliwszej piersi, ssąc i gryząc ją zębami.
Niech to szlag!
Jęczę cichutko w reakcji na tę podwójną falę doznań, a po wcześniejszych chęciach wyżalenia się, nie ma już śladu. Ma racje, porozmawiać możemy później. Teraz liczy się tylko ten moment i to uczucie stopniowo wypełniające mój umysł.
Pożądanie.
Zaciskam mocno dłonie wokół umięśnionych pleców Pawła, bezwstydnie rozszerzając nogi i otwarcie zachęcając jego palce do dalszych ruchów, gdy tymczasem usta nadal przyjemnie drażnią moje piersi.
Obrazy jeszcze przed chwilą kłębiące się w mojej głowie, po kolei znikają, przynosząc nieopisaną ulgę.
Facet z kapturem idący tuż za mną. Out. Znika z mojej głowy.
Widok mola pojawiającego się przede mną. Out.
Uczucie zaciskających się wokół dłoni. Out.
Strach przejmujący kontrolę nad moim ciałem i umysłem. Out.
Gdy wszystko znika, a mnie wypełnia spokój i cisza, jestem wolna.
Jestem bezpieczna.
Oddaję się tej chwili, przyjmując ją z otwartymi ramionami i zatracając w uczuciu przyjemnego odrętwienia, niezawodnie wyłączającego mój porypany umysł.


*  *  *


  - Nie widziałaś przypadkiem mojego białego podkoszulka?
  Słyszę dobiegający ze środka głos Pawła, który wyrywa mnie z zamyślenia i zakłóca poranną ciszę.
  Właśnie siedziałam na balkonie, owinięta kocem i pijąc kawę, obserwowałam z góry miasto powoli budzące się do życia. Moje mieszkanie znajduje się na ostatnim, 7-mym piętrzę, więc mam możliwość obserwowania okolicy z całkiem dużej wysokości.
  O ile widokiem można nazwać szereg bloków, pobliskich sklepów i małych butików.
  - Lena? Możesz mi pomóc?
  Zniecierpliwiona przewracam oczami i nadal opatulona kocem, z kubkiem w ręku, wracam do środka, od razu kierując się do sypialni.
  Faceci, nic nie potrafią sami znaleźć.
  Opieram się o framugę drzwi i obserwuję Pawła, który przekopuje się przez moją szafę, przekładając ubrania i burząc moje jako tako poukładane rzeczy.
  - Za godzinę mam trening, a za cholerę nie mogę znaleźć tej pieprzonej koszulki – marudzi, lekko poirytowany, przez co pomiędzy jego brwiami widoczna jest mała zmarszczka.
  Trzeba było wcześniej wstać.
  Wymijam go bez słów i podchodzę do małej komody, stojącej w rogu obok łóżka. Otwieram ostatnią szufladę i wyciągam rzekomo zagubioną białą koszulkę.
  Na jej widok Paweł od razu podchodzi do mnie z zaskoczoną miną.
  - Co? Jakim cudem? Jeszcze przed chwilą jej tam nie było!
  - Twoje rzeczy są tylko w tej półce i nigdzie indziej. – Przypominam, śmiejąc się z jego głupoty.
  Przez to, że Paweł tak często zostaje u mnie na noc, wyznaczyłam dla niego całą jedną szufladę, by nie musiał za każdym razem brać ze sobą świeżych ubrań.
  Chłopak zabiera ode mnie koszulkę i zamyka w niedźwiedzim uścisku, otaczając ramionami i przyciskając usta do mojego czoła.
  - Co ja bym bez ciebie zrobił, maleńka.
  - Zginąłbyś marnie – odpowiadam, uśmiechając się pod nosem.
  - A szkoda, by było takiego zajebistego ciałka.
  Paweł wypuszcza mnie z objęć i wyjmuje mój kubek z rąk, upijając spory łyk.
  - Ej! Oddawaj! – Bulwersuję się, próbując wyrwać mu moją kawę. – Zrób sobie swoją!
  Paweł śmiejąc się, podnosi kubek wyżej, tak, abym nie mogła do niego dosięgnąć, a ja uparcie skaczę w miejscu, zrzucając z siebie koc i chcąc jak najwyżej sięgnąć ręką. Nie jest to łatwe zważywszy na moje 158 cm wzrostu, a jego ponad 180. Jednak tak łatwo się nie poddam. W szczególności, że chodzi tu o moją ukochaną kofeinę.
  Nie będziemy się tak bawić, koleżko.
  Chwytam jego uniesioną rękę i mocno ciągnę w dół, zginając w łokciu. W skutek nagłego szarpnięcia, kubek gwałtownie przechyla się na bok, a cała zawartość spływa na mnie i Pawła.
  Upss.. Tego nie było w planach.
  Widząc jak kropelki brązowego płynu spływają mu po włosach prosto na twarz, dostaję ataku śmiechu.
  - Hah! Masz za swoje! To cię oduczy podkradania mi kawy. – Śmieję się dalej, na co Paweł po chwili również reaguje śmiechem, przecierając dłońmi posklejane włosy.
  - No, pięknie. Teraz muszę jeszcze wziąć prysznic, a i tak już jestem spóźniony – mówi, nadal szeroko się uśmiechając. Odkłada pusty już kubek na stojącą obok łóżka małą, szafkę nocną i idzie w kierunku łazienki. Jednak wcześniej, jeszcze raz spogląda na mnie i mierzy wzrokiem moją rozbawioną i umazaną twarz. – Ty też lepiej zacznij się już ogarniać. Pamiętasz o dzisiejszej rozmowie z moim wujkiem?
  Śmieje się na widok mojej osłupiałej miny i wchodzi do łazienki, zamykając drzwi.
  Fuck!
  Teraz już nie jest mi do śmiechu. Całkowicie zapomniałam o dzisiejszym spotkaniu! A to będzie moja pierwsza, poważna rozmowa kwalifikacyjna o pracę i to w słynnym biurze projektowym! Od razu rzucam się w stronę, nadal otwartych drzwiczek szafy i przekopuję ubrania w poszukiwaniu czegoś stosownego.
  Boże, co ja na siebie włożę?!
  Nie mam niczego, odpowiedniego na taką rozmowę. Same spodnie i swetry. Obgryzam paznokcie ze zdenerwowania i próbuję wymyślić rozsądne rozwiązanie.
  - Paweł?! – krzyczę w stronę łazienki, kiedy słyszę, jak woda pod prysznicem przestaje się lać, a drzwiczki kabiny otwierają się z charakterystycznym dźwiękiem. – Myślisz, że twój wujek przyjmie mnie do pracy, jeśli przyjdę dzisiaj w spodniach i trampkach?
  - Lepiej ubierz tę sukienkę ode mnie! – odkrzykuje chłopak przez zamknięte drzwi.
  Sukienkę?
  Pogrzało go?
  Zapewne ma na myśli tę, którą kupił mi parę miesięcy temu, a ja jej jeszcze ani razu nie założyłam. Ostatni raz miałam sukienkę na sobie lata temu… A dokładnie spódniczkę. W moje urodziny. W tamte urodziny…
  Nagle napływające mi przed oczami obrazy, przysłaniają widok stojącej przede mną szafy. Szybko wbijam z całej siły paznokcie w środek dłoni, tym samym pozbywając się natrętnych myśli i wspomnień.
  Sukienki na pewno dzisiaj nie założę. To nie jest odpowiedni dzień.
  Trudno. Najwyżej mnie nie zatrudnią.
  Ostatecznie decyduję się na czarne, obcisłe spodnie i białą koszulę z czarnymi guziczkami.
  Jak na maturę…
  Kątem oka zauważam, że drzwi do łazienki otwierają się, a do pokoju wchodzi całkowicie nagi Paweł. Wytrzeszczam oczy na jego widok i tym razem rzucam się w stronę okna, chcąc jak najszybciej zasłonić żaluzje.
  - Kretynie, co ty robisz?! – podnoszę głos i ciskam w jego stronę pierwszą lepszą rzeczą znalezioną pod ręką. – Chcesz żeby cię moi sąsiedzi zobaczyli?!
  Paweł, śmieje się i przechyla w bok, unikając tym samym uderzenia przez lecącą w jego kierunku poduszkę. Poduszkę rzuconą przeze mnie, która właśnie omijając chłopaka, wpada prosto na półkę i strąca stojący na niej kubek.
  No i drugi kubek do wyrzucenia.
  Dalszy śmiech Pawła i moje okrzyki irytacji, przerywa nagły dzwonek do drzwi.
  Zaskoczona, nie mając pojęcia, kto to może być, podchodzę do drzwi i przez wizjer dostrzegam siwowłosą kobietę. Moja sąsiadka z mieszkania naprzeciwko.
  Przez chwilę serce mi zamiera na myśl, że mogła dostrzec nagiego Pawła i zbulwersowana jego zachowaniem dzwoni, by mnie teraz zrugać i wyzywać od niewychowanych smarkaczy.  Z ulgą jednak uświadamiam sobie, że to niemożliwe, gdyż nasze mieszkania przylegają do tej samej ściany i nie mamy wglądu do tego, co się dzieje u sąsiada za oknem.
  Pomimo to i tak otwieram drzwi z duszą na ramieniu i sercem bezlitośnie obijającym się o moje żebra.
  - Dzień dobry, Skarbeńku. – Słyszę na przywitanie miły głosik starszej pani. – Czy mogłabyś mi pomóc? Telewizor przestał mnie słuchać, a zaraz leci moje Wspaniałe stulecie i nie chcę przegapić momentu, kiedy Sulejman ucina łeb temu głupiemu Ibrahimowi – mówi dalej, marszcząc całkiem już białe brwi i wymachując groźnie jedną zaciśniętą pięścią.
  Ta babcia mnie przeraża!
  Trajkocze coś dalej o mrówkach tańczących w jej telewizorze i donośnym buczeniu, który doprowadza ją do kurwicy, serio tak powiedziała, a ja stoję w osłupieniu z otwartymi ustami i próbuję zrozumieć, o czym ona właściwie mówi.
  - Ja chętnie pani pomogę. – Przerywa jej Paweł, który nagle pojawia się za moimi plecami.
  Widząc wielkie oczy sąsiadki i jej zaskoczoną minę, odwracam się w kierunku stojącego za mną chłopaka i ku swojemu przerażeniu dostrzegam, że nadal nic na siebie nie włożył, paradując przed starszą panią w stroju Adama.
  Ja pierdolę.
  Co za wstyd! Spalcie mnie żywcem, tu i teraz!
  Zawstydzona od razu z powrotem kieruję spojrzenie na sąsiadkę, chcąc jak najszybciej przeprosić ją za zachowanie Pawła, tłumacząc się jego niedorozwinięciem umysłowym, kiedy dostrzegam, że kobieta wybucha gromkim śmiechem.
  Coo??
  Osłupiała patrzę, jak wreszcie przestaje się śmiać i uspokaja, ocierając koniuszkiem palca załzawione oko.
  - No to zapraszam, Adonisie – mówi, dalej cicho chichocząc i gestem wskazując otwarte drzwi do swojego mieszkania. – Ale nie licz na nic więcej, oprócz słów podzięki i uściśnięcia dłoni. Nadal jestem wierna mojemu nieboszczykowi mężowi. – Ostrzega Pawła, kiwając w jego stronę palcem i marszcząc groźnie brwi.
  Nadal stoję w drzwiach z wytrzeszczonymi oczami, kiedy Paweł mija mnie i wkładając na siebie bokserki, idzie za starszą panią do jej mieszkania.
  Co to było do cholery?!




Jak wrażenia? :D


 Facebook Konto google Poczta mailowa Tumblr Instagram